Kolejny długi weekend w lutym postanowiliśmy wykorzystać na krótką wyprawę na północ Kanady. Naszym celem stało się lotnisko w Yellowknife, najdalej wysunięty punkt na północ osiągalny za pomocą jednego lotu.
Przed 9tą rano siedzimy już w samolocie linii Canadian North, który okazał się być samolotem transportowym z jedynie 10ma rzędami miejsc dla pasażerów. Razem z nami poleciało kilka ładunków dużych palet, rur i kartonów, od ładunku oddzielała nas jedynie cienka ścianka przyozdobiona zdjęciami ludzi północy i zaprzęgiem psów Husky.
Yellowknife jest stolicą regionu Terytoria Zachodnio-północne Kanady i jednocześnie największym miastem tej prowincji. Położone jest nad brzegiem Wielkiego Jeziora Niewolniczego i oddalone o 400km od kręgu polarnego. Miasto zostało założone jako osada dla poszukiwaczy złota w 1934r. kiedy nad jeziorem odkryto pokłady tego surowca. Dzięki temu zaczęło bardzo szybko się rozwijać i w 1967 stało się stolicą całej prowincji Terytoriów Zachodnio-północnych.
U bram miasta stajemy w porze obiadowej. Nasze pierwsze kroki kierujemy więc do restauracji, naszym celem jest wcześniej wyszukana knajpa etiopska z tradycyjnymi daniami podawanymi na ogromnym placku. W restauracji nie podaje się sztućców, a posiłki zjada się gołymi rękami. Bardzo duży wybór dla wegetarian.
Ruszamy na krótką wycieczkę po mieście. Yellowknife zamieszkuje nieco poniżej 20tys. mieszkańców i panuje tu subarktyczny klimat przez większą część roku, gdzie średnie temperatury w zimie to -26st. C w porze letniej jest to 17st. C.
Na terenie całego miasta obowiązuje ograniczenie prędkości 30km/h przez całą dobę. Ciekawym zjawiskiem są parkingi pod sklepami, gdzie ludzie nie gaszą silników samochodów i idą na zakupy. Zapalone i otwarte auta czekają zaparkowane w mrozie, nie odnotowuje się tutaj kradzieży aut. To jest jedyna szansa aby wrócić i odjechać autem przy tak niskich temperaturach.
Kolejnego dnia po śniadaniu ruszamy do Muzeum Terytoriów Północnych, które skrywa wystawę o kulturze i historii tego regionu. Muzeum otwarto w 1963r. i początkowo było prowadzone przez wolontariuszy, po 1970r. patronat nad tym miejscem przejął rząd i dodatkowo przeznaczył część miejsca na archiwum.
Na terytoriach Zachodnio-północnych obowiązuje 11 oficjalnych języków w tym francuski i angielski. Poniżej znajduje się plansza z obszarami, na których dany język jest najczęściej używany. Z lewej strony mamy napis "Jedna ziemia, wiele głosów" napisany we wszystkich 11 językach. Tekst który widzieliśmy w samolocie to język Inuktitut posiadający własny alfabet. Co ciekawe wiele alfabetów ma literkę "Ł" tak jak w języku polskim.
Następna część wystawy dotyczy okresu gorączki złota w Yellowknife datowanej na początek 1934r. Odkrycie złota było jednym z bardziej spektakularnych na terenie całej Kanady. Co ciekawe, lokalna społeczność już od dawna wiedziała o złożach w tym miejscu jednak nie znalazła odpowiedniego zastosowania dla tej cennej rudy.
Kilka ciekawostek o misiach polarnych, których liczba występowania jest największa właśnie w Kanadzie i szacowana na 15tys. osobników. Przed zimnem chroni je prawie 12cm warstwa tłuszczu, skóra i białe futro. Nie każdy wie, że gdyby całkowicie ogolić futro to skóra tych niedźwiedzi jest czarna, a fokę potrafią wywąchać prawie 2m pod powierzchnią lodu.
Poniżej łódka obciągnięta skórą łosia, która buduje się na lato. Wymaga skóry aż z 8 łosi i odpowiedniego rodzaju drzewa, jest przy tym bardzo lekka, wytrzymała i można nią przewieźć spory ładunek.
Kolejną częścią wystawy jest ewolucja transportu na tym terenie. Mamy tutaj opowiedzianą historię skuterów śnieżnych, samolotów lądujących na śniegu i wszelkiego rodzaju zaprzęgów.
Przed kolacją ruszamy na najwyższy szczyt miasta czyli "The Rock" skałę, na której wcześniej stały zbiorniki wodne dla miasta. Teraz jest to góra poświęcona śnieżnym pilotom, którzy nierzadko poświęcali życie łącząc zimną, niedostępną północ z południem kraju.
Z okolic starego miasta rozpoczyna się lodowa droga po zatoce prowadząca na południe do osady Dettah. Jest to jedno z najstarszych lodowych połączeń, które zaczęto regularnie budować od 1930r.
Około północy ruszamy na nasze pierwsze poszukiwanie zorzy polarnej. Zjawisko to występuje tutaj każdej nocy jeśli tylko niebo nie jest zachmurzone, szczęście nam dopisało i przywitała nas niesamowita falująca fala światła na niebie.
Przedostatniego dnia postanawiamy ruszyć lodowym szlakiem ciężarówek z programu Ice Road Truckers. Jest to prawie 400km drogi, która prowadzi przez zamarznięte jeziora na północ do kopalni diamentów. Wielkie ciężarówki pokonują ją całą dobę przez pełny sezon zimowy. Transportuje się głównie paliwo dla maszyn górniczych i ogromnych wywrotek pracujących w kopalni. Przez okres letni dowóz zapasów jest ograniczony.
Przy temperaturze poniżej -20st. postanawiamy przejść 20min trasę trekingową pod wodospad Cameron, który podobno w zimie pięknie prezentuje się jako całkowicie zamarznięty.
Kolejna noc z zorzą polarną i zupełnie czyste niebo tej nocy. Zdjęcia mówią same za siebie:
Ostatniego dnia przed wylotem odwiedzamy małe muzeum diamentów w centrum miasta. Warty uwagi jest tutaj film dokumentalny wyświetlany w małej sali kinowej, reszta prezentowanej wystawy jest bardzo skromna.